Deregulacja Phone-y w ustawie telekomunikacyjnej

W poniedziałek Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych wydał orzeczenie w sprawie najważniejszego sporu regulacyjnego w wojnach o lokalną konkurencję telefoniczną. Kwestią sporną był stopień, w jakim stare przedsiębiorstwa lokalne, takie jak Bell Atlantic czy Ameritech, musiałyby wydzierżawiać swoje sieci potencjalnym rywalom oraz ceny, jakie należałoby pobierać za dzierżawione obiekty.



Sąd podtrzymał uprawnienia Federalnej Komisji Łączności do dyktowania podejścia, jakie stany muszą przyjąć, nadzorując stawki, jakie lokalne firmy pobierają od nowych rywali. Ale powiedział FCC, aby ponownie rozważyła, jak daleko powinna się posunąć, wymagając od lokalnych firm oferowania swoich sieci do użytku ich rywali.

henry viii córka elizabeth

Jeśli to brzmi dziwnie, to tak. W ustawie o telekomunikacji z 1996 r. Kongres po raz pierwszy wymagał od stanów zezwolenia na konkurencję w lokalnych usługach telefonicznych. Przed 1996 rokiem prawie wszystkie stany chroniły lokalne monopole telefoniczne. Stanowe organy regulacyjne pozwoliły tym firmom na naliczanie zawyżonych opłat dla klientów biznesowych i zamiejscowych oraz na wykorzystanie nadwyżek do subsydiowania lokalnych usług mieszkaniowych, zwłaszcza na obszarach wiejskich.





Kongres nie był usatysfakcjonowany samym zezwoleniem na konkurencję, jak to miało miejsce w przypadku linii lotniczych, ciężarówek i kolei prawie 20 lat wcześniej. Chciał nasmarować płozy wejścia, wymagając od zasiedziałych lokalnych firm telefonicznych udostępnienia swoich obiektów nowym podmiotom. Pomysł zmuszania firm z monopolami do udostępniania ich rywalom nie jest nowy. Od 60 lat jest częścią amerykańskiej polityki antymonopolowej i istnieje w regulacji kolei i rurociągów.

Ale ustawa z 1996 r. była nowa w swojej szerokości, dzieląc sieci zasiedziałych lokalnych firm na wiele części — lokalne przewody, przełączniki, linie transmisyjne i inteligencję sieci — z których mogą korzystać nowicjusze. Założenie było takie, że nowi uczestnicy, w tym giganci AT&T i MCI WorldCom, nie będą mogli w najbliższym czasie pozwolić sobie na budowę własnych sieci. Podejście FCC do wyceny tych elementów było rewolucyjne, ponieważ wymagało, aby nowi przybysze byli w stanie wydzierżawić je po cenach, które odzwierciedlają dzisiejszą najbardziej wydajną technologię, a nie faktyczny koszt budowy tych sieci w ramach regulacji ograniczających wydajność.



FCC wydała swoje przepisy odzwierciedlające ten prokonkurencyjny pogląd w sierpniu 1996 r., a zanim zdążyłeś otworzyć 600-stronicowy tekst, stany i zasiedziałe lokalne firmy pozwały FCC, odnosząc zwycięstwo w ósmym amerykańskim sądzie apelacyjnym . Jednak w poniedziałkowej opinii, napisanej przez sędziego Antonina Scalię, Sąd Najwyższy podtrzymał upoważnienie FCC do określenia formuły leasingu i regulaminu komisji, który nakłada na lokalne firmy obowiązek dostarczania wydzielonych elementów sieci swoim rywalom w jednym, zintegrowanym pakiecie.

Ale lokalne firmy też coś dostały. Zarówno opinia większości sędziego Scalia, jak i sprzeciw sędziego Stephena Breyera poważnie kwestionują interpretację przez FCC ustawy z 1996 r., jako wymagającej od lokalnych firm udostępnienia każdej części ich sieci swoim rywalom. Sędziowie Scalia i Breyer zapytali, dlaczego lokalne firmy muszą wydzierżawiać wszystkie obiekty, szczególnie te, które można łatwo powielić. Analogicznie, koleje mogą być zmuszone do umożliwienia rywalom korzystania ze swoich wąskich gardeł na obszarach, gdzie jest tylko jedna linia, ale nie muszą dzierżawić im lokomotyw, magazynów czy wózków widłowych.

Istnieje jeszcze ważniejsza różnica między starymi sieciami przemysłowymi, takimi jak linie kolejowe, a nowoczesną siecią telekomunikacyjną. Monopolowe obiekty kolejowe zbudowane sto lat temu nadal istnieją, wykorzystując tę ​​samą stal, drewniane podkłady i balast. Natomiast nowoczesna sieć telekomunikacyjna w niczym nie przypomina swojego odpowiednika sprzed zaledwie 20 lat. Lokalne firmy stale aktualizują sieć, aby przesyłać znacznie więcej informacji z coraz większą prędkością. Dzisiejsza część sieci może zostać odrzucona w przyszłym roku, ponieważ zmienił się optymalny projekt sieci.



piraci są w tym roku

Ale czyja to sieć? Co jeśli pierwotna lokalna firma chce ją dostosować do nowych technologii lub zmodyfikować w celu świadczenia nowych usług, ale te zmiany są niezgodne z działalnością nowego najemcy? Linia kolejowa nie zmieniłaby szerokości toru ani rozmiaru torów, ale firma telekomunikacyjna stale unowocześnia swoją fabrykę, aby dostosować ją do nowych technologii. Czy ta modernizacja będzie musiała zostać po prostu zatrzymana, czy będzie negocjowana z innymi firmami dzierżawiącymi jego obiekty? Kto decyduje?

Wpływ opinii sądu na wartość akcji spółek telekomunikacyjnych był dramatyczny. Wartość większości dużych lokalnych firm, w tym dawnych firm Bell i GTE, spadła z 4% do 10% w ciągu pierwszych kilku godzin po wydaniu opinii. Firmy dalekobieżne i nowsze podmioty lokalne, takie jak RCN i Winstar, generalnie wzrosły w tym samym okresie o 2% do 4%. Rynek wyraźnie zakładał, że lokalne firmy o ugruntowanej pozycji będą teraz zmuszone oferować swoje sieci rywalom z dużymi rabatami.

Biorąc pod uwagę, że firmy te są dostawcami znacznej części podstawowej infrastruktury telekomunikacyjnej kraju, reakcja rynku z pewnością budzi niepokój. Dlaczego te firmy miałyby inwestować w nową, często ryzykowną technologię dostarczania zaawansowanych, szybkich usług, jeśli mają być zobowiązane do oferowania takich nowych udogodnień swoim rywalom po kosztach? Co ciekawe, pierwszą reakcją FCC na orzeczenie sądu było opóźnienie rychłej decyzji, kiedy i jak powstrzymać się od regulowania nowych usług.



kiedy powstała Hiszpania?

Jak zauważają sędziowie Breyer i Scalia, FCC nie wyjaśniło, dlaczego wszystkie części sieciowe muszą być dostępne dla rywali. Dlaczego nie ograniczyć tego kłopotliwego, kontrowersyjnego procesu tylko do tych obiektów, których duplikowanie byłoby niemożliwe, takich jak ostatnia mila miedzianego drutu do domu klienta? A może nawet to jest konieczne? Obecnie jest co najmniej sześciu lub siedmiu różnych właścicieli licencji na telefonię bezprzewodową na każdym większym rynku w kraju, a kolejni mogą wejść w dowolnym momencie. Dlaczego nie pozwolić im zapewnić ostatniej mili?

Oczywiście FCC i sądy mogą w końcu zgodzić się, po kolejnych dwóch lub trzech latach, że ustawa z 1996 r. wymaga znacznego rozdzielenia tych części i że należy je oferować rywalom po cenach niższych niż koszty wbudowane lokalnych firm. Jeśli tak, w jaki sposób sądy mogą pozwolić stanom na dalsze ustalanie ostatecznych stawek detalicznych, które muszą pobierać starsze firmy, podczas gdy stawki dla nowych uczestników są nieuregulowane? Czy byłoby sensowne, aby stan nakazał jednej z tych firm z wbudowanymi kosztami, powiedzmy 25 USD miesięcznie na klienta, obciążać firmy 40 USD miesięcznie, obciążać rezydencje 15 USD miesięcznie i wydzierżawiać całą swoją sieć rywalom za 20 USD? miesiąc? Trudno się dziwić, że nowi uczestnicy śpieszą się, aby obsługiwać klientów biznesowych, ignorując klientów indywidualnych i zatrudniając drogich prawników, którzy argumentują sens takiego systemu regulacyjnego.

We wcześniejszych, prostszych czasach – powiedzmy w latach 80. – deregulacja oznaczała wyeliminowanie państwowej kontroli cen i pozwolenie każdemu na budowanie własnego biznesu poprzez kupowanie samolotów lub ciężarówek, aby konkurować z United Airlines lub InterMountain Express. Ustawa o telekomunikacji z 1996 r. nie jest deregulacją, ale ogromnym nowym programem regulacyjnym mającym na celu kształtowanie i kształtowanie konkurencji poprzez obowiązkowy hurtowy leasing elementów niezwykle skomplikowanej sieci po cenach opartych na niedoskonałym zrozumieniu kosztów przez organy regulacyjne.



Sędzia Breyer ma rację, gdy uważa, że ​​przepisy, które zmuszają firmy do dzielenia się każdym zasobem lub elementem przedsiębiorstwa, stworzyłyby nie konkurencję, ale wszechobecne regulacje, dla organów regulacyjnych, a nie rynek ustaliłby odpowiednie warunki. Sędzia Scalia nie posuwa się tak daleko w swojej krytyce FCC, ponieważ stwierdza, że ​​ustawa o telekomunikacji z 1996 r. nie jest wzorem jasności. Pod wieloma względami jest to model niejednoznaczności, a nawet sprzeczności w sobie.

FCC posunęła się za daleko we wdrażaniu tej ustawy, ale prawdziwy problem leży w samej ustawie. Kongres powinien ponownie przyjrzeć się tej sprawie i zapewnić FCC nowe prawo, które zapewni prawdziwą konkurencję i deregulację, podobnie jak miało to miejsce w przypadku linii lotniczych, ciężarówek i kolei 20 lat temu.